Archiwum | O nas |
Uciekinier
Bóg powołuje każdego człowieka do tego, co piękne i dobre. Jednak nie zawsze to, co nas otacza, pomaga nam w realizowaniu tego zadania. Doświadczył tego również Stanisław Kostka, nie znajdując zrozumienia i pomocy w realizowaniu drogi swojego powołania, którą odczytał i na... »
Nowy numer

Monika Maszkowska

Lewy foka szot luz! Czyli o pewnym rejsie słów kilka

Startujemy z Trogiru, jednej z „pereł” Dalmacji, i obieramy kurs na wyspę Brać. Plan rejsu jest, ale właściwie wszystko zależy od wiatru. Załoga liczy 6 osób i nie wszyscy znają się na żeglarstwie. Odległości między chorwackimi wyspami nie są duże i właściwie zawsze jakaś jest w zasięgu wzroku.

Archiwum

Startujemy z Trogiru, jednej z „pereł” Dalmacji, i obieramy kurs na wyspę Brać. Plan rejsu jest, ale właściwie wszystko zależy od wiatru. Załoga liczy 6 osób i nie wszyscy znają się na żeglarstwie. Odległości między chorwackimi wyspami nie są duże i właściwie zawsze jakaś jest w zasięgu wzroku. Fakt oddalenia się od lądu i dosłownego „odpłynięcia” może być powodem stresu, ale dominuje jednak uczucie relaksu, odpoczynku, napawania się klimatem i krajobrazem. Można zapatrzeć się w błyszczące wody Adriatyku lub zanurzyć w promieniach słońca. W maju jest już bardzo ciepło, ale na wodzie, zwłaszcza gdy przywieje, potrafi być dość chłodno, no i wtedy fajnie buja. Ale przecież to sam urok żeglowania. Chorobę morską ma każdy, jedni krócej, inni dłużej, ale kiedyś mija...

Wieczorem dopływamy do Milnej na Braci. Krótki spacer po portowym miasteczku. Krajobraz podobny na każdej z wysp: wąskie, czasem strome kamienne uliczki, zabytkowa zabudowa miesza się z tą nowoczesną, bardziej lub mniej zadbaną, klimatyczne knajpki i  „wszędobylskie”, niewysokie palmy. Fotografowania nie ma końca. Przy jednej z knajpek wisi ponadmetrowy tuńczyk! Podziwiamy różowo-fioletowy zachód słońca pośród ogromnych, kłębiastych chmur tuż nad ziemią. Nigdy takiego nie widziałam. Noc na jachcie: buja znośnie, raczej kołysze do snu. A usypia dźwięczny stukot lin o maszty – charakterystyczny odgłos w portach jachtowych.

Rano odpływamy na kolejną wyspę – Vis. Po drodze gotujemy obiad. Gotowanie na jachcie to dość ciekawe doświadczenie, a raczej wyzwanie, zwłaszcza gdy jacht jest w dużym przechyle i wszystko lata. Ale da się: ) W miejscowości o tej samej nazwie zatrzymujemy się na chwilę na kotwicy, by popływać wpław, pontonem, co kto lubi i płyniemy dalej, do portu po przeciwnej stronie wyspy – Komiży. Tam grupa lokalnych grajków do późna umila wieczór załogom krzątającym się wokół jachtów, jedzącym kolację w kokpitach itp.

Wypływamy do położonej w pobliżu wyspy Bisevo z jej atrakcją: Błękitną Grotą. Jedna ze skał groty zawisła tuż nad wodą i na skutek tego woda oświetlona przez słońce dostające się pod tą skałą jest niewiarygodnie błękitna. Można podziwiać to zjawisko, wpływając do środka groty pontonem, a ponieważ w grocie jest ciasno, przed „wjazdem” ustawia się kolejka. Przy przeskakiwaniu z pontonu na jacht wypadł mi i utonął aparat fotograficzny. No cóż, straty są wpisane w każdą przygodę. Dzięki temu zapamiętam Błękitną Grotę na zawsze! Odpływamy. Czeka nas dłuższa przeprawa na wyspę Lastovo. Ale nie nudzimy się, „na żaglach” zawsze jest co robić. Żeglarstwa uczymy się w praktyce: szoty, fały, wanty, grot, fok, kabestany, muringi... – to jakby nowy język. Gdy wieje solidniejszy wiatr, rozwijamy i „idziemy” na żaglach, gdy słabnie – włączamy silnik. Do Pasadur docieramy wieczorem. Przy brzegu ławice dużych ryb, które próbujemy łowić... cedzakiem. Powodzenia! – ryby i tak są zawsze szybsze. Jeszcze krótki wypad na pobliską, malutką wysepkę Makarać, gdzie są ruiny pustelni. A potem, już po zmroku właściwie, znów wędrówka po okolicy, tym razem prawie bezludnej – zaledwie kilka domów, za to bardzo dużo zieleni na rozlegających się wokół wzgórzach. Na rozgrzanym siedzeniu motocykla śpi kot...

Powoli wracamy. Po drodze jest Korcula. Tym razem port – Vela Lukę i całą wyspę zwiedzamy na... skuterach. A dlaczego nie? Wdrapawszy się nimi na najwyższe wzgórze wyspy, podziwiamy krajobrazy.

Rano wyruszamy dalej. Zatrzymujemy się w jednej z zatok wyspy Sv. Klement w Archipelagu Wysp Piekielnych – Vinogradisce. Nie sprawdzałam, skąd taka nazwa, ale widok tam jest po prostu niebiański i rajski: z pięknem złocistej plaży, turkusowej wody, mnóstwa zieleni wokół, oświetlonych ciepłym słońcem. Zaznawszy kąpieli wszelkiego rodzaju płyniemy na Hvar. W porcie o tej samej nazwie nie ma miejsca, więc przymuszeni niejako – płyniemy dalej. Musimy znaleźć miejsce na nocleg. Znajdujemy je w Starym Gradzie. Taka wyprawa to czasem loteria i liczenie na łut szczęścia...

To ostatni dzień rejsu i powrót do portu w Trogirze. Ostatni raz stawiamy żagle, eh... Jeszcze trzeba zrobić klar (czyli porządek) na pokładzie. Po oddaniu jachtu wyruszamy na zwiedzanie miasta. Do starej jego części dopływamy taksówką wodną. Oglądamy grube mury potężnej twierdzy trogirskiej i napawamy się do ostatniej chwili klimatem Chorwacji: ciepłem, pięknem krajobrazów, zapachów, dźwięków, ludzi... Przez kilka dni towarzyszy nam tzw. chroniczny brak fali, czyli uczucie ciągłego kołysania.

Ostatnim akcentem wyprawy jest przejażdżka do Szybenika. Jest tam Park Narodowy Krka z rzeką o tej samej nazwie, wijącą się na dużym obszarze. Drewnianymi kładkami można spacerować cały dzień, podziwiając to, co woda tam „wyczynia” między drzewami, kamieniami, konarami... A zwieńczeniem przechadzki jest widok na rozlewające się szeroko wodospady. Pejzaż przepiękny!

Wracając, już tylko na chwilę przystajemy, by „rzucić okiem” na półwysep Primosten. Kolejny widok jak z obrazka. A każdy niepowtarzalny! Aż nie chce się wracać...

Świat jest piękny, a wakacje to doskonały czas, żeby choć trochę go zobaczyć, a potem wspominać.

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Klaudia:
Dziękuję bracie Łukaszu! Drzwi do mojego serca są jeszcze zamknięte, ale dzięki twoim słowom zerwałam zamki i z dnia na dzień coraz mniej boję się być sobą.

Obudź się! Możesz więcej!
[Z o. Łukaszem Buksą OFM rozmawia Agnieszka Konik-Korn]

Powołania Oblaci

Chrystus w mieście

Klinika Czystych Serc

Patronat

Nasze serwisy