Archiwum | O nas |
Droga przed ołtarz
Katechezy przedmałżeńskie, kilka wizyt w poradni rodzinnej... Po co te formalności? Czy nie można po prostu wziąć ślub, nie martwiąc się o te wszystkie spotkania, dokumenty i zaświadczenia? »
Nowy numer

Agnieszka Chadzińska

Mikołaj jak z bajki

MAGDALENA NIEBUDEK

Kim jest ten człowiek w czerwonej czapce, który właśnie minął mnie na ulicy? Zmęczony, nieogolony, biała broda zsunęła mu się na szyję. – Na dziś fajrant! – krzyknął do mnie, upychając pusty worek do reklamówki. Odwróciłam głowę. Kątem oka zarejestrowałam jego postać znikającą za drzwiami sklepu monopolowego. Zasłużył sobie; wiele godzin musiał się męczyć z rozbrykaną dzieciarnią, której za opłatą wręczał prezenty przyniesione przez rodziców. Ale już wystarczy. Można odetchnąć. Zdjąć te śmieszne ciuchy, brodę, może z wyjątkiem czapki – jest taka zabawna i tak świetnie pasuje do prawie świątecznego nastroju. Rzeczywiście, wieczór był piękny. Trochę mroźny, ale pogodny. I te kolorowe światełka we wszystkich witrynach… Trochę jak w bajce.

„Udało się! Dzięki Bogu” – pomyślała Anka. Maluchy na moment zaprzestały swej nieokiełznanej paplaniny. Od wczoraj jeszcze nie zdążyły się nacieszyć kolorowymi dekoracjami, a teraz to. Siostra Julia przebrana za św. Mikołaja stanęła w drzwiach bawialni i zmienionym głosem wołała dzieci do siebie. Anka obserwowała ich reakcję; szeroko otwarte oczka i rosnące zdziwienie. Przecież to ich pierwszy „świadomy” św. Mikołaj. Są w najmłodszej grupie. W zeszłym roku niektórych nie było jeszcze na świecie, pozostałe były za małe lub jeszcze przebywały w innym miejscu. Zanim trafiły tutaj. Anka wie, że dla wielu z nich Dom Dziecka to jedyny i najlepszy dom, jaki miały. Była świadkiem, kiedy je tu przywożono – płaczące, smutne, wystraszone, czasem milczące. Z tymi bywało najtrudniej – nie chciały jeść, nie dawały się przytulić… musiało minąć sporo czasu, nim się oswoiły. Dziewczyna często zastanawiała się, jak to jest znaleźć się nagle w zupełnie obcym dla siebie otoczeniu, gdzie nic nie przypomina domu. Jakikolwiek by on nie był. Chyba dlatego tu przychodzi, bo przecież nic z tego nie ma, oprócz… No właśnie. Oprócz miłości. Takiej, której nigdy jeszcze nie zaznała, i poczucia odpowiedzialności za tę miłość.
Na korytarzu spotkała rozradowaną siostrę Agatę. – Jest Mikołaj! – usłyszała od niej. – Widziałam – odpowiedziała. – Jest, dał nam dziś zapas pieluch dla maluchów! Anka mówi, że nie przestanie tu przychodzić, dopóki będą dzieci, dopóki będzie potrzebna.

Było prawie pusto. Wokół wielkiego fotela ustawionego na środku sklepu walały się kawałki kolorowych papierów, wstążki, gwiazdki i pokruszone ciastka.
Zajrzałam przez szybę. Z zaplecza wysunęła się drobna postać w szafirowym kombinezonie i wielką szczotką zaczęła zamiatać podłogę. Na jej twarzy nie było uśmiechu i nie dało się zobaczyć niczego, co pasowałoby do prawie świątecznego nastroju. Przyglądając się powolnym, zmęczonym ruchom, spróbowałam sobie wyobrazić, jak może wyglądać dzisiejszy wieczór tej spracowanej kobiety. Rodzina czekająca na posiłek i mnóstwo czynności, które nie pozwolą jej położyć się spać przed północą, a może słaba herbata pita powoli w towarzystwie kota… – Pani Zosiu, proszę się pospieszyć, zamykamy! My też chcielibyśmy poświętować! – właściciel z trzema kolorowymi torbami pełnymi prezentów wymownie pokręcił kluczami na palcu. Jeszcze ostatnie pociągnięcie szczotką i kobieta zniknęła w głębi sklepu.
Zgasły światła. Ciemność wnętrza rozbijały kolorowe światełka z witryny. Na podłogę opadały błyszczące gwiazdki przed chwilą uniesione na szczotce. Trochę jak w bajce…

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Cordemeo:
Kiedy można spodziewać się wyników? ;)

Konkurs Fotograficzny „Niedzieli” - DEKALOG
[]

Patronat

Nasze serwisy