Archiwum | O nas |
Ile kilometrów ma Miłosierdzie?
Mają ambicję stać się największą kampanią filantropijną w Polsce, a za kilka lat dotrzeć na wszystkie kontynenty, do tysiąca miast na całym świecie.
Na razie w ramach kampanii udało się zebrać ponad 4,5 mln zł i zrealizować 185 projektów. „Kilometry Dobra” »
Nowy numer

Rozmawiamy z autorkami: Aleksandrą Nitkiewicz i Magdaleną Sawicką

Nie tylko dla mam

Przed Dniem Matki coś dla… przyszłych mam:) Zupełnie wyjątkowa propozycja, która pokazuje czas ciąży, porodu i połogu w prawdziwym, jednocześnie pozytywnym świetle. To pozycja, w której zarówno młodzi, jak i przyszli rodzice znajdą wiele bezcennych rad… Książka „Mama, Tata... START! Poradnik na czas ciąży, porodu i połogu”

Napisałyście książkę o ciąży, porodzie, połogu, która ma zadziwiające przesłanie, że nie tylko nie trzeba bać się porodu, ale może być on jednym z najpiękniejszych wydarzeń w życiu kobiety. Skąd taki pomysł?

Ola N.: Kobiety ze swej natury są powołane do przekazywania życia, a pragnienie i gotowość rodzenia powinny być dla nich czymś oczywistym. To, że współczesne kobiety boją się porodu, a czasem nawet samej ciąży, wynika z obserwowanej obecnie medykalizacji porodu. Kobie-ta, która jest aktywna w czasie porodu, która jest szanowana i ma możliwość decydowania, ma dużą szansę wspominać poród jako jedno z najpiękniejszych wydarzeń swojego życia.

Używacie niespotykanych we współczesnym żargonie okołoporodowym słów: stan błogosławiony, bycie przy nadziei, przyjmowanie porodów, maleństwo pod sercem, młoda mama, kobieta rodząca... Dlaczego?

Magda S.: Wychodzimy z założenia, że słowo ma moc stwórczą. Kiedyś czymś oczywistym było to, że dzieciątko pod sercem mamy jest dowodem błogosławieństwa Bożego dla tej kobiety, tego małżeństwa. Kobiety zamężne pragnęły dzieci, a ich pojawienie się w łonie traktowały jako ogromny dar. Dziś mówi się: ona jest w ciąży, i tym sposobem definiuje się pojawienie dziecka jako obciążenie i trud. Kobiety zamiast radością witają ciążę lękiem lub co najmniej zakłopotaniem – no bo przecież, co powiedzą na ten ich stan w pracy, w rodzinie, wśród znajomych, a one same – czy zniosą ten ciężar? Kiedyś akuszerka przyjmowała poród rodzącej kobiety, a dziś lekarz odbiera poród pacjentce lub zamiast maleństwa czy dzieciątka widzi na USG płód. My staramy się, by słowa oddawały istotę rzeczy, więc skoro rodząca mama nie jest chora – nie ośmielamy się jej nazywać pacjentką, skoro pod jej sercem rozwija się maleńki człowiek – nie ważymy się nazywać go płodem, skoro rodzi kobieta i poród jest czynnością jej organizmu – nie pozwalamy lekarzom ani położnym odbierać czegoś, co do nich nie należy.

Uderzające jest to, że na okładce waszej książki widzimy tatusia podtrzymującego ukryte w brzuchu dziecko. Czemu to ma służyć? Wydaje się przecież, że ciąża, poród, połóg to typowo kobiece sprawy. Czy jest sens, by włączali się w nie mężczyźni?

Ola N.: Można by odwrócić nieco to pytanie i zagadnąć, czy mężczyzna jest potrzebny do poczęcia, skoro ciąża i poród to typowo kobiece sprawy? Oczywiście jest to tylko żart, który wydaje się pokazywać, że dziecko od momentu poczęcia, a nawet jeszcze przed nim, jest sprawą zarówno mamy jak i taty. To, na ile w jego życie prenatalne, poród czy niemowlęctwo zaangażuje się ojciec, będzie rzutowało nie tylko na ich wspólną więź, ale także da podwaliny osobowości człowieka. I wcale nie oznacza to, że mąż musi być obecny przy porodzie swego dziecka, ale że jego zaangażowanie jest niezbędne, by jego rodzina była szczęśliwa. Mówimy m.in. o tym, jak mąż może być z dzieckiem jeszcze w okresie prenatalnym np. przez rozmowy „z brzuszkiem”, pisanie listów czy wybór szkoły rodzenia. Przedstawiamy plusy i minusy obecności ojca przy porodzie, a także zalety bohaterskiej postawy męża w połogu. Podajemy sposoby pogłębiania relacji małżeńskiej w tym szczególnym czasie i wiele innych ...

W swojej książce obalacie wszechobecne mity i oto okazuje się, że poród nie musi boleć, że najlepiej rodzi się kobiecie w pozycji pionowej, że krocza nie powinno się nacinać, że można rodzić w domu... Czemu to robicie?

Ola N.: Z naszych doświadczeń wynika, że kobiety pragną dobrze przeżyć czas porodu. Najpoważniejszą przeszkodą w tym jest ich niewiara w swoje możliwości, wynikająca z braku prawdziwej wiedzy na temat naturalnego przebiegu porodu. Dlatego wiemy, że musimy przekazywać prawdę. Mam wrażenie, że jesteśmy trochę jak misjonarze. Zarówno w książce, jak i w naszej Szkole Rodzenia „Dobrze Urodzić” nie ukrywamy niczego, w dużej mierze z poczucia misji: chcemy, by kobiety dobrze rodziły, bo wiemy, że od tego wiele w ich życiu zależy. A stereotypów nie brakuje. Weźmy chociaż sprawę pozycji porodowej. Nie zdarzyło mi się jeszcze widzieć filmu fabularnego, w którym kobieta rodziłaby inaczej niż na leżąco. Pokazuje to, jak bardzo w myśleniu o porodzie obecne są stereotypy, skoro twórcy filmów, którzy np. starają się oddać klimat czasów początku naszej ery, ignorują uznany fakt, że dziecku przechodzącemu przez kanał rodny siła grawitacji pomaga tylko wtedy, kiedy mama przyjmuje pozycję pionową, natomiast pozycja na wznak jest wymuszana na kobiecie jedynie dla wygody uczestniczących w porodzie osób trzecich, a więc np. personelu medycznego, przy lekceważeniu patologii, których często staje się przyczyną…

Maryja, Jezus… W książce jest także mowa o Bogu Ojcu, pokazujecie, jak w czasie porodu kontemplować własną śmierć, zamiast jogi proponujecie medytację chrześcijańską. Po co to wszystko? Czy naprawdę jest sens mieszać Pana Boga do tych spraw?

Ola N.: My zdecydowanie od pytania: „po co?”, wolimy pytanie: „dlaczego?”. Dlaczego nie przedstawiamy spraw związanych z narodzinami dziecka bez Pana Boga, skoro nie są one tematem religijnym? Otóż właśnie dlatego, że naszym zdaniem nie wypada mówić o dziele bez autora. Dla nas i dla wielu spotkanych przez nas par małżeńskich twórcą życia jest Pan Bóg i dlatego chcemy, by porody były piękne i godne. Na takiej samej zasadzie troszczymy się o piękne kwiaty i białą suknię z okazji ślubu, uroczyste przyjęcie weselne, romantyczny nastrój i piękno nocy poślubnej. Jesteśmy synami i córkami Króla i dlatego chcemy przeżywać nasze człowieczeństwo: naszą kobiecość i męskość – nasze rodzicielstwo – na miarę naszego Ojca.

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Klaudia:
Dziękuję bracie Łukaszu! Drzwi do mojego serca są jeszcze zamknięte, ale dzięki twoim słowom zerwałam zamki i z dnia na dzień coraz mniej boję się być sobą.

Obudź się! Możesz więcej!
[Z o. Łukaszem Buksą OFM rozmawia Agnieszka Konik-Korn]

Patronat

Nasze serwisy