Archiwum | O nas |
Miłość każe dbać o Ziemię
Myślimy często, że pojedyncza osoba niewiele może zrobić dla poprawy stanu przyrody. – Gdyby jednak każdy ograniczył ilość śmieci choćby o 1 czy 2 worki miesięcznie, byłoby to ogromne dobro dla środowiska – przekonuje Olga Zieleniewska, administratorka strony „Wierzący dla... »
Nowy numer

Margita Kotas

Zatrzaśnięta ze św. Onufrym

Szybkim krokiem wspinałam się na rzymskie Gianicolo – czas naglił, a przed zejściem na Zatybrze czekało mnie odnalezienie kościoła San Pietro in Montorio.

MARGITA KOTAS

Szybkim krokiem wspinałam się na rzymskie Gianicolo – czas naglił, a przed zejściem na Zatybrze czekało mnie odnalezienie kościoła San Pietro in Montorio.

Czas przeszły i przyszły

Takie były moje plany, ale ktoś – o kim później – najwyraźniej miał inne… Nie uwzględniłam w swojej marszrucie wizyty w mijanej właśnie świątyni, ale nie mogłam oprzeć się ostrym schodom prowadzącym z ulicy na jej dziedziniec. Zaraz po tym, jak wdrapałam się na schody, zaintrygowała mnie flaga z krzyżem jerozolimskim na murach świątyni i ten widok…
OK. Chwila odpoczynku każdemu się należy. Pod stopami trawa ukwiecona stokrotkami, obok szemrząca fontanna, a przed oczyma piękna, jeśli nie najpiękniejsza panorama Rzymu, jaką widziałam. Chwilę już za długo pasłam oczy widokiem. Opamiętanie zdawało się nadchodzić wraz z pytaniami: A czas? A San Pietro? A jednak nie nadeszło! – Jeszcze zdążę – dialogowałam z sobą, wiedząc już doskonale, że nie będę się spieszyć. Najpierw sprawdzę, komu dedykowano tak urokliwie usytuowaną świątynię.

Czas teraźniejszy, zatrzymany

Z obrazów spowitego w półmroku kościoła i fresków z klasztornego dziedzińca moje kroki śledzi długowłosy i z brodą sięgającą kolan św. Onufry. Ten święty Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej był pustelnikiem i mam wrażenie, że od IV wieku, w którym żył, aż do dziś, nic nie zmienił ze swych zwyczajów. Wokół – żywej duszy, tylko ja i On. W gruncie rzeczy dobrze, bo przypominam sobie mgliście, że Onufry jest m.in. patronem pielgrzymów – no to sobie porozmawiamy, przyda się w przyszłości. Poza tym, będąc w Rzymie, zawsze marzę o tym, by ze zwiedzanych przeze mnie obiektów choć na chwilę zniknęły tłumy. Teraz mam kościół tylko dla siebie – jak na życzenie. A nawet lepiej… Kiedy nasycona jego pięknem chcę wyjść na zewnątrz, drzwi nie puszczają. Próbuję jeszcze raz. Bez rezultatu. Spoglądam na zegarek. No tak, czas sjesty. Ojcowie franciszkanie, będący stróżami tego miejsca, musieli mnie nie zauważyć i zamknęli świątynię. Chwila paniki i zaraz krzepiąca myśl: w najgorszym wypadku wypuszczą mnie koło 16.00. A jak nie? Legenda mówi, że Onufrego żywił codziennie anioł… pocieszam się, jak mogę. A San Pietro? – Trudno, kiedy indziej. Siadam w ławce i sięgam po przewodnik.

Czas przeszły (nie?)donokany

Początek kościołowi, jako pustelni, dał w 1419 r. bł. Niccolo da Forca Palena, eremita ze zgromadzenia św. Hieronima. Ów pierwszy kościół był dwukrotnie zmieniany – w XVI i XIX wieku. Wnętrze świątyni, choć oparte jeszcze na strukturze gotyckiej, jest renesansowe i mieści dzieła takich artystów jak: Carracci, Agostino, Romano czy Peruzzi. Czytając dalej, dowiaduję się, skąd ta flaga z jerozolimskim krzyżem, która zwróciła moją uwagę. San Onofrio jest oficjalnym kościołem Zakonu Grobu Świętego. Moją największą ciekawość jednak, z racji pewnej już, „przymusowej” zażyłości ze św. Onufrym, przyciąga kaplica właśnie jemu dedykowana. I w niej doznaję nagłego olśnienia! Przypominam sobie czytane wcześniej informacje. To tutaj 25 kwietnia 1595 r. zmarł Torquatto Tasso, poeta chrześcijański, uważany za jednego z najwybitniejszych twórców włoskiego renesansu, autor poematu „Jerozolima wyzwolona”. Nic dziwnego, że kościół ten w XVIII wieku odwiedzili Chateaubriand i Goethe. W klasztorze, gdzie spędził ostatnie dni swego życia, mieści się poświęcone jego osobie muzeum, a przy wejściu do klasztoru miejsce jego spoczynku. Nieco dalej, za kościołem, znajdują się pozostałości po uderzonym przez piorun dębie, pod którym miał siadać poeta. Chętnie się do nich przespaceruję, kiedy już uda mi się wyjść z kościoła – myślę i machinalnie spoglądam w kierunku drzwi, do których od strony dziedzińca zbliża się jakaś postać. Naciska klamkę i wchodzi, patrząc ze zdziwieniem na moje wybałuszone oczy. Wystarczyło popchnąć zamiast ciągnąć do siebie?... Nic takiego nigdy wcześniej ani nigdy później już mi się nie zdarzyło…

Każdy czas

Onufry z języka greckiego znaczy tyle co „pasterz osłów”...

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Cordemeo:
Kiedy można spodziewać się wyników? ;)

Konkurs Fotograficzny „Niedzieli” - DEKALOG
[]

Patronat

Nasze serwisy