Archiwum | O nas |
Droga przed ołtarz
Katechezy przedmałżeńskie, kilka wizyt w poradni rodzinnej... Po co te formalności? Czy nie można po prostu wziąć ślub, nie martwiąc się o te wszystkie spotkania, dokumenty i zaświadczenia? »
Nowy numer

Joanna Kotek

Biały i czarny

Sam środek kontynentu, serce Czarnego Lądu. Kraj najbardziej afrykański z afrykańskich. Na południu, przy granicy z Kamerunem – pigmejska wioska na skraju dżungli. Monasao – misja, w której posługują polscy księża ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich, niedawno dojechała tu misjonarka świecka, także z Polski. W czym ta garstka ludzi, zagubiona w dżungli, może pomóc Pigmejom, którzy teoretycznie powinni lepiej od nich radzić sobie na terenie, gdzie mieszkali od zawsze?

Warunki są ciężkie. Praktycznie brak kontaktu ze światem. Telewizji brak; radio po polsku odbiera przez chiński przekaźnik jedną godzinę wieczór; Internet przez CB-radio nadaje się tylko do odebrania maila, a i to nie zawsze; aby złapać zasięg w telefonie, trzeba wyjechać ok. 20 km dalej i stanąć na szczycie termitiery. Pracy natomiast jest dużo.
Republika Środkowej Afryki jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Pigmeje natomiast są jedną z najbiedniejszych i najmniej poważanych grup ludnościowych w tym kraju. Przez długi czas byli oni uważani niemalże za zwierzęta, także przez innych, mieszkających w tym kraju Murzynów, o których oni sami mówią „duzi Murzyni”.
Pigmej jest człowiekiem dżungli. Nigdy na dłuższą metę nie żył w wiosce. Wszystko, co było mu potrzebne, odkopywał w ziemi, zrywał z drzewa, polował na to – łukiem, kuszą, siatką albo wyławiał z rzeki. Kiedy w jednym miejscu zabrakło tego wszystkiego, porzucał szałas, zabierał rodzinę, albo i nie, i szedł w inną część dżungli, gdzie stawiał nowy dom w dwie godziny i zaczynał nowe, choć w sumie takie samo, życie.
Teraz dżungli jest coraz mniej. Drewno jest potrzebne, a na jego eksporcie można sporo zarobić, choć oczywiście zarabiają nie ci, co powinni. Nie da się już żyć tylko w dżungli i z tego, co dżungla daje. Trzeba wykarczować kawałek lasu, założyć wioskę i przygotować pola uprawne. Przejść do trybu osiadłego. Coś, co większość świata zrobiła jakieś 6 tys. lat temu.
Charyzmatem Stowarzyszenia Misji Afrykańskich jest przede wszystkim pierwsza ewangelizacja Afryki. Prowadzą więc parafię i wszelkie praktyki religijne. Przygotowują do sakramentów. Poza tym pomoc, jakiej udzielają, jest bardzo różnorodna. W kilku słowach sprowadza się do tego, że starają się przygotować Pigmejów do osiadłego życia w społeczeństwie. Starają się nauczyć ich uprawy ziemi, pokazać, że uprawiać można nie tylko maniok, który nie ma zbyt wielu właściwości odżywczych. Prowadzą przychodnię (główne zadanie wolontariuszy) i starają się nauczyć, że nie wszystko da się wyleczyć samemu.
Prowadzą też szkołę przygotowawczą tzw. ORA – Observer, Réflechire, Agir (Obserwować, Myśleć, Reagować) dla dzieci pigmejskich (zbudowaną i zaopatrzoną nieraz lepiej od państwowej) i chcą pokazać wartość nauki, a nawet jej konieczność dla odnalezienia się w dzisiejszym świecie. Finansują też dalszą naukę dla najzdolniejszych dzieci, które trzeba wysłać do płatnych szkół w większych miastach – dzięki pomocy ludzi z Polski poprzez program adopcji na odległość.
Uczą cenić wartość swojej pracy i przeliczać ją na pieniądze. Tłumaczą cierpliwie, że 3 000 000 to więcej niż 600 000, chociaż cyfra na początku jest mniejsza; że za splecenie większej siatki powinno się zażądać wyższej ceny, bo spędziło się nad nią więcej czasu.
Praca jest ciężka i oni także potrzebują naszej pomocy w pomaganiu innym. Wsparcia finansowego, rzeczowego, ale może przede wszystkim – ciepłą myślą i modlitwą. W końcu, jak głosi piosenka – to nasza „mama Afryka, czy radę sama sobie da?...”.

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Cordemeo:
Kiedy można spodziewać się wyników? ;)

Konkurs Fotograficzny „Niedzieli” - DEKALOG
[]

Patronat

Nasze serwisy