Twój brat Azariasz
List do młodych
KRZYSZTOF ŚWIERTOK/BPJG
Drogi Przyjacielu
Martwisz się, że Go nie ma – przyjdzie. Mówisz, że masz ciemność – wytrzymaj. To wszystko to nic innego jak łaska. Aż mi głupio tak mówić, bo czyjegoś cierpienia nie da się załatwić stwierdzeniem: to łaska. Kiedyś jednak sam to musiałem pojmować. W jednej chwili wszystko się posypało. Była wiara, zostały wątpliwości. Było światło, została noc. Były nadzieje – została pustka i bezradność. Nie myśl, że nie wiem, co to bezradność. Z książek się tego nie wyczyta. To jest tak, że szuka się czegokolwiek w zastępstwie prawdy, żeby uciec i nie zwariować od własnej nędzy. Bo czuć bezradność, to czuć się do granic nędznym, samotnym i nie widzieć dalej żadnej drogi. Wtedy w Boga się tylko wierzy, ale żeby wtenczas uwierzyć Bogu, że to mi jest właśnie potrzebne, na to nie starcza już sił. I zaczyna się walka. O wierność i przeciw szemraniu. Z samym sobą i z Nim. Bo On tak naprawdę, to czuje się, że jest gdzieś blisko, aż dech zapiera, choć nikogo nie widać. Bóg jest niepojęty, a wtedy właśnie chciałoby się tylko pojmować.
Można odrzucić krzyż w swoim życiu. Ale to tchórzostwo. Wtedy nie ma błogosławieństwa. Będziesz dalej czuł się tylko sługą, a nie synem. Niewolnikiem, a nie dzieckiem.
Gdy przyjmujesz krzyż w swoim życiu, to Twoje serce staje się szerokie i zaczynasz coraz bardziej kochać ludzi, bo dostrzeżesz w nich tę samą biedę, co Twoja. Jeśli nie przyjmujesz krzyża, zobaczysz u nich tylko same wady, najczęściej takie, których sam nie możesz się wyzbyć. I osądzasz ich, zamiast pokochać…
Ks. Remigiusz Lota, „Dzikus czy hipokryta. Listy zakręcone”, Biblioteka „Niedzieli” Nr 117




















