Archiwum | O nas |
ABC ŚDM Panama 2019
Dwa dni po dacie ukazania się naszego tygodnika rozpoczynają się w Panamie XXXIV Światowe Dni Młodzieży. Kolejne spotkanie młodych z Papieżem, radosne świętowanie wiary, jedność w różnorodności narodów, kultur, języków, doświadczeń. Szansa na spotkanie z Chrystusem żywym,... »
Nowy numer

Rozmawia Rafał Węglewski

Dobry przekaz

Z ks. Andrzejem Daniewiczem SAC, wokalistą, gitarzystą, pianistą i liderem zespołu La Pallotina rozmawia Rafał Węglewski

Archiwum zespołu La Pallotina

RAFAŁ WĘGLEWSKI: – Jak narodził się zespół La Pallotina?

KS. ANDRZEJ DANIEWICZ SAC: – Istniejemy od 2005 r. Znaliśmy się wcześniej, zarówno z Piotrem Szewczenko (gitara) jak i Dominikiem Sławińskim (gitara basowa), i z Witkiem Wilkiem (perkusja). Poznawaliśmy się w wielu sytuacjach, ale spośród różnych zdarzeń wymieniłbym takie, które nosi nazwę Centralna Oaza Matka (COM) i odbywa się co roku w Krościenku, w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Jest to taki zjazd, rekolekcje Ruchu Światło-Życie połączone z czuwaniem modlitewnym. To był moment zapalny. Dominik Sławiński przygotował wtedy piękną oprawę muzyczną tego wydarzenia, a ja dołączyłem się z pianem. Tak to w sercu pamiętam, to była ta chwila, gdy zrobiło się jasno w mojej głowie – co do zespołu i personalnych decyzji. Piotra Szewczenkę znam od lat 90. ub. wieku, z Warszawy, kiedy byłem w seminarium w Ołtarzewie. Wtedy zajmowaliśmy się różnymi projektami muzycznymi, m.in. festiwalem Cantate na warszawskim Żoliborzu. Piotrek jest rodowitym warszawiakiem, choć obecnie mieszka w Nałęczowie. Natomiast Witek Wilk i Dominik Sławiński pochodzą ze Śląska. Witek jest znanym charyzmatykiem i ewangelizatorem. Połączyły nas czasy katowickie, gdy studiowałem muzykę jazzową na Akademii. Byłem już młodym księdzem i właśnie wtedy odbył się ów COM. Był też KKO Project, pomysł Dominika, by nagrać tzw. piosenki roku Ruchu Światło-Życie. Połączył nas więc ks. Franciszek Blachnicki i charyzmat Oazy.

– Mieszkacie w różnych częściach kraju, spotykacie się w Warszawie na koncertach?

– Rzeczywiście jesteśmy w rozjazdach. Każdy z osobna i wszyscy razem, najtrudniej teraz chyba o współpracę z Witkiem, z powodu jego misji ewangelizacyjnej. Gdy jednak są trasy koncertowe, udaje nam się spotkać i przygotować. To sprawdzona, choć mocno „rozjechana” ekipa (śmiech).

– Ksiądz gra muzykę rockową, a właściwie rockową muzykę chrześcijańską, czy to sobie nie przeczy?

– Gdy poddamy się pierwszemu odczuciu, stereotypom, można tak sądzić, jednak po głębszym zastanowieniu sprawa wygląda inaczej. Od dziecka czułem głębokie pragnienie, chęć, aby zająć się muzyką w kontekście wiary. Jednak wyobraźnia niosła mnie bardziej na estradę niż do prezbiterium. Miałem pragnienie ewangelizacji, „wyjścia na dwór” i za pomocą muzyki staje się to możliwe. Dziękuję Bogu za to narzędzie!

– Jest to więc forma ewangelizowania?

– Tak właśnie staram się to pojmować. Oczywiście jest to też osobista przygoda i pasja. Ale przede wszystkim apostolstwo.

– Współbracia nie patrzą dziwnie na Księdza?

– Może na początku tak było, jest to przecież nietypowe działanie, nie przystaje do standardowych funkcji i form działania stowarzyszenia. Obecnie jednak tak nie jest. Czuję się dobrze jako pallotyn i myślę, że La Pallotina czuje się dobrze jako „agenda” pallotyńska. Ostatnio graliśmy koncert w naszym seminarium, można powiedzieć: w gronie rodzinnym. Słuchali nas współbracia, z księdzem generałem na czele, i ścisłe grono współpracowników. Pomyślałem i poczułem wtedy: „dobrze tu być”.

– Ostatnia płyta zespołu La Pallotina – „Miłość nad Wisłą” jest mocna i dosadna tekstowo, muzycznie zaś jest subtelna...

– To trafne spostrzeżenie. W warstwie muzycznej staliśmy się bardziej kojącą grupą, chociaż pozostaliśmy męskim, gitarowym, brzmieniem. Używamy jednak mniej przesterów, ostrych riffów, sprzętowej „przemocy”. Jeśli chodzi o teksty, ich moc może wynikać z tego, że o tak ważnych, przynajmniej dla nas, rzeczach mówimy: o nurcie miłości, którego każdy człowiek poszukuje w swym sercu i w okolicy. Każdy chce się do tego nurtu dostać, po to, by żyć, by stać się kimś lepszym. Przede wszystkim chodzi tu o miłość do Boga, zwłaszcza uosobioną w Jezusie Chrystusie, ale chodzi też o miłość do ludzi. I o połączenie tych sfer. Podobnie jak jest jedna Prawda i jedna Droga, którą jest Jezus Chrystus. Jedność i jedyność miłości brzmią w dzisiejszym pluralistycznym świecie i nie da się ich zagłuszyć. Jako lider LP mogę powiedzieć, że moją największą pasją życia jest odkrywanie i głoszenie jedności.

– Trzynaście lat istnienia zespołu to szmat czasu. Były zapewne różne okresy dla grupy. Wiem, że Ksiądz jako lider miał różne dylematy. „Miłość nad Wisłą” jest odpowiedzią na zawiłości losu?

– Nasz przekaz sam w sobie dojrzewał i się zmieniał. Okoliczności zewnętrzne nie zawsze były dla nas sprzyjające. Pozostaliśmy w pewnym napięciu w stosunku do masowych gustów i różnych teorii sukcesu oraz trendów. Jesteśmy taką muzyczną „katakumbą”, ale w tym tkwi nasza tożsamość, odwaga grania nie do tańca, ale tańca do grania.

– Wystąpił Ksiądz niedawno na 8. Festiwalu Chrześcijańskie Granie jako gwiazda. Jak do tego doszło?

– Chciałbym wyrazić wdzięczność Michałowi Guzkowi, promotorowi muzyki chrześcijańskiej za zaproszenie. Jestem zaszczycony tym wyzwaniem i cieszę się, że są takie festiwale, takie chwile, gdzie szerzej zarzuca się sieci. Michał to dla mnie przykład człowieka, który na drugim miejscu stawia sukces swoich inicjatyw w postaci tłumów odbiorców, a na pierwszym – misję wspierania talentów i zespołów, które pracują nad swoim etosem.

– Jak odbierają Waszą muzykę fani na koncertach?

– Najkrócej można powiedzieć, że to są bardzo dobre interakcje. Choć wiem, że sędzią we własnej sprawie lepiej nie być, jednak widzę, że gdy dochodzi do spotkania i modlitwy, we wszystkich głowach robi się jaśniej. Myślę, że trafiamy do młodych i do starszych. Staramy się nieść dobry przekaz słowa, pokoju i pozytywnych emocji. Myślę, że każdy, kto chociaż raz był na żywym naszym graniu, wie, o co chodzi. Płyta pewnych rzeczy nie odda, choćby najlepiej nagrana, zaśpiewana i sprzedana. Na koncercie wiele rzeczy dokonuje się pomiędzy. A w naszym repertuarze, pomimo kompozytorskich zakrętów, nie brakuje przejrzystości.

– Jakie plany ma lider La Pallotiny na najbliższy czas?

– Poza graniem jestem przede wszystkim kapłanem, mam obowiązki duszpasterskie, za co dziękuję Bogu i co daje mi ogromne poczucie spełnienia i sensu życia. Jeśli chodzi o muzyczne akcje, chcę kontynuować historię La Pallotiny. Mamy plany koncertowe, pojawiają się ciągle nowe piosenki. To La Pallotina tworzy mnie. Jest jak wieczna lampka, która mówi: „Tędy do Chrystusa”.

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Cordemeo:
Kiedy można spodziewać się wyników? ;)

Konkurs Fotograficzny „Niedzieli” - DEKALOG
[]

Powołania Oblaci

Chrystus w mieście

Klinika Czystych Serc

Patronat

Nasze serwisy