Archiwum | O nas |
Tego nie da ci Photoshop
Ile razy zastanawiałaś się, czy jesteś wystarczająco piękna? Czy zaakceptują cię rówieśnicy, chłopak, pracodawca? Czy jesteś wystarczająco kompetentna i warta czyjejś uwagi? Te pytania zadaje sobie wiele młodych dziewczyn, a nawet dojrzałych kobiet... »
Nowy numer

Jolanta Kobojek rozmawia z Bartkiem Jaskotem

Burzyć mury wokół serc

Dlaczego śpiewanie o Bogu? Skąd w nas potrzeba słuchania i śpiewania muzyki chwalącej Boga? – odpowiada Bartek Jaskot, wokalista i ewangelizator

JOLANTA KOBOJEK: – Co znaczy dla Ciebie nie tylko śpiewać, ale śpiewać muzykę religijną, kościelną?

BARTEK JASKOT: – Od 11 lat jest to wyraz mojej codziennej relacji z Jezusem i to przelewam na piosenki. Staram się tym dzielić i zapalać innych do tego, że jest Ktoś, kto bardzo nas kocha i do kogo ze wszystkim możemy przyjść. Nie używam nazwy kościelna czy religijna, bo czuję, że muzyka jest jedna. Pan Bóg dał ją człowiekowi; ona może prowadzić do Niego, tak jak może wyrządzić coś złego. Śpiewam o Bogu, który jest miłością, to jest niesamowity język i droga do drugiego człowieka.

– Dlaczego właśnie śpiewanie o Bogu? Dlaczego taki przekaz?

– Kilkanaście lat temu prosiłem Pana Boga o to, bym mógł śpiewać o Nim. Od 11 lat mojego działania na scenie muzycznej jest mi to bardzo bliskie. Tematykę koncertów, trasy, wyznaczają m.in. okresy liturgiczne; gram np. trasę adwentową, gdzie śpiewam pieśni adwentowe, trasę wielkopostną, gdzie śpiewam stare i współczesne pieśni o tematyce pasyjnej. Prócz tego, proponuję swoją twórczość, ale cały czas pamiętam o korzeniach chrześcijańskich – zarówno swoich, jak i muzyków, z którymi gram i współpracuję. Dzieje się to m.in. dzięki pieśniom, które są niesamowitym dziedzictwem Kościoła.

– Te koncerty cieszą się cały czas dużym zainteresowaniem, to chyba znaczy, że w nas, Polakach, jest potrzeba słuchania i śpiewania muzyki chwalącej Boga?

– I dzięki Bogu, że tak jest, bo to jakaś alternatywa dla dzisiejszego zwariowanego świata. Myślę, że ktoś, kto żyłby tylko tym, czym karmią nas codziennie media, nie uwierzyłby, że można śpiewem modlić się, że można rozważać sprawy trudne, że Pan Bóg przez tę muzykę uzdrawia to, co w nas chore, i prowadzi nas do siebie, do swojego szczęścia, spokoju, spełnienia… To jest najważniejsze. Mamy nadzieję, że modlitwa tą muzyką zbliża do Pana Boga, a to, że gramy dużo koncertów, może być na to dowodem. I na to, że Pan Bóg nas chce.

– Charakterystyczny dla Waszych koncertów i spotkań jest głęboki klimat modlitwy…

– Ktoś, kto wchodzi na taką służbę muzyczną, służbę Ewangelii, musi mieć od początku świadomość, że to nie jest kariera, bo nie jest to jakiś tam muzyczny show-biznes. Tutaj najważniejszy jest przekaz. Trzeba więc to zrobić maksymalnie najlepiej, dużo pracować nad swoim warsztatem i cały czas go doskonalić. Nie można „wkręcać się” w te dziwne, show-biznesowe sytuacje, w sprzedawanie swojej prywatności po to, żeby się dobrze płyta sprzedała. Droga jest trudna, bo jest totalną drogą pod prąd, ale drogą bardzo piękną. Na niej chciałbym trwać, póki starczy mi sił.

– „Nie dać się wkręcić”… Zatem gdzie udaje się znaleźć tę prawdziwie głęboką siłę, by móc nabrać dystansu, nie chcieć być gwiazdą, tylko kimś, kto jest drogowskazem do Boga?

– Dla mnie taką siłą jest po prostu codzienna modlitwa i pewność, że wszystko, co robię, chcę kierować w stronę Pana Boga. I tak, jak Pani powiedziała – po prostu być tym drogowskazem. Oczywiście, dobrze jest korzystać ze środków masowego przekazu, z internetu, mediów, korzystać z pracy dobrych grafików, fotografów. Pan Bóg po to nam dał internet, żeby dobre wieści były przekazywane, żeby to przesłanie cały czas wędrowało, ale przede wszystkim – trzeba modlić się i pracować.

– Kiedy realizujesz swoją pasuję, odkrywasz i realizujesz swoje talenty, czy nie pojawia się pokusa, że może rzeczywiście warto zmienić kierunek, śpiewać coś innego, mieć szansę wypłynąć, stać się tym „lepszym”?

– Cały czas takie pokusy są i są takie propozycje, jednak zawsze coś takiego się wydarzy, co daje pewność, że mam robić to, co robię teraz. Jestem na takim etapie. Nie wiem, jaki Pan Bóg będzie miał plan?. Może miejsce w szerokim show-biznesie…? Pytanie tylko, czy jest sens na to tracić czas? Mamy przecież tak mało czasu na przekazanie Bożej miłości! Zastanawiam się, czy nie jest stratą czasu śpiewanie jakichś pięknych standardów jazzowych, śpiewanie w teatrze muzycznym... Mamy teraz dużo spotkań, koncertów, i to jest jakby ochrona – nie ma czasu na inne rzeczy. Trwam cały czas w projekcie, który ma burzyć mury wokół ludzkich serc po to, żeby Boża miłość mogła do nich przenikać, a muzyka jest taką wspaniałą, można powiedzieć delikatną drogą. I powolutku można pukać, a tamte drzwi coraz szerzej się otwierają.

Bartek Jaskot – wokalista, ewangelizator, śpiewa o Chrystusie, którego sam doświadczył

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

DialogSercaMiłości:
Lenistwo i zaniedbanie to nasze ciągłe problemy, wraz z nadmiernym interesowaniem się wiadomościami ze świata, a szczególnie sensacjami. Nie zaniedbujmy naszych bliskich i otaczającej - bezpośrednio -rzeczywistości. Dbajmy o swoją pracę, powierzone zadania, ludzi, którą mamy wykonywać najlepiej, a nie interesujmy się pracą innych.

Sposób na czyściec
[Z s. Marie-Blandine Direz rozmawia Joanna Szubstarska]

Patronat

Nasze serwisy