Archiwum | O nas |
Mój biegun to Chrystus
O przyjaźni z Bogiem i pomocy drugiemu człowiekowi mówi Jan Mela »
Nowy numer

Agnieszka Chadzińska

Więcej nie trzeba

Blok, pędzelki, pojemniczek z wodą i farby. Nie chciała telewizora, Internetu. Laptopa włączała rzadko, tylko po to, by poszukać zdjęć, z których mogłaby malować. Tak było w szpitalu.

Justyna Talik – malarka, tegoroczna maturzystka, absolwentka Liceum Plastycznego w Częstochowie, www.justynatalik.pl

Lubię malować w plenerze, bo wtedy jest zupełnie inny kontakt z tym, co się maluje; na zdjęciu rzeczywistość jest przekształcona na dwuwymiar. Na żywo można zupełnie co innego zauważyć. Ja często „maluję zdjęciami”, zawsze jednak są to moje zdjęcia, zatrzymanie tego, co kiedyś widziałam, przeniesienie obrazu, który zrobił na mnie wrażenie. Ale jest jeszcze coś innego…

MAGNOLIE

Jedna z ostatnich prac, malowana trochę dla odstresowania w czasie maturalnym. By nie myśleć o tej maturze, do której się wraca po pięciu latach przerwy. Nie ma matur, są magnolie! Delikatnie naszkicowałam kwiatki, trochę gałązek. Bez ogólnego wyobrażenia. Przeważnie nie mam żadnej wizji, daję się ponieść, wtedy wchodzi się w jakiś inny wymiar, myśli skupione są wokół jakiegoś innego tematu, a reszta idzie sama… To wychodzi z wnętrza.

GĄSKI

W jednej wsi pod Częstochową szukałyśmy z mamą drobiu, właśnie do malowania. Pozwolono nam wejść do jednego gospodarstwa. Robiłam zdjęcia i przeniosłam je na obrazy.

TWORZENIE

Talent odziedziczyła Justyna po mamie, a ona – po swojej mamie. Od najmłodszych lat przejawiała TĘ wrażliwość, ale nie miała na tyle od-wagi, żeby tej wrażliwości zaufać. A przy tworzeniu trzeba się otwierać, niezależnie od tego, czy ktoś patrzy w trakcie malowania, czy jest sama świadomość, że ktoś to później będzie oglądał.
Decyzja co do kształcenia w liceum plastycznym zapadła trochę przypadkowo. Koleżanka namówiła, by poszła z nią na zajęcia przygotowujące do egzaminów wstępnych. Justyna została, zainteresowało ją to, co tam znalazła. Koleżanka się wycofała.

PIĘĆ LAT OD PRZESZCZEPU

Bardzo miłe wspomnienia wiążą się ze szkołą, ale sama Justyna była – jak mówi – bardzo „pozamykana”. To zaczęło się zmieniać dopiero, kiedy przyszło doświadczenie. W klasie maturalnej zachorowała na białaczkę. Choroba, wbrew wszelkim regułom, otworzyła w niej takie przestrzenie, jakich nie znała. Justyna pomału odnajdowała drogę do siebie, ale także do innych.

DECYZJE

Najsmutniejsze było dla Justyny to, że choroba zmusiła ją do rezygnacji z techniki olejnej, w której zaczęła się odnajdywać i z którą łączyła swoją twórczość. Kiedy udało się jej dobrze w niej „poruszać”, musiała się z nią rozstać. Marzyła o studiach malarskich na Akademii Sztuk Pięknych, a okazało się, że farby olejne, rozpuszczalniki – zawarte w nich substancje chemiczne, zagrażają jej życiu.

W SZPITALU

Justyna pamięta, że doktor tak poważnie powiedział diagnozę, a jej się ścisnęło gardło. Zapytał, czy nie ma pytań do niego odnośnie do tego, co usłyszała, spytała: Czy da się to wyleczyć? Usłyszała, że szanse są duże. Był moment, kiedy „zakręciło się coś w oczach”, jednak nie myślała, że może się zdarzyć coś złego. Po prostu: teraz jest w szpitalu, we Wrocławiu i nie przystąpi w tym roku do matury. Jest mama – cały czas, wspiera, pomaga i stara się tłumaczyć, wyjaśniać to, co się z nią dzieje, żeby jej nic nie zaskoczyło. A Justyna? Trzymała się cały czas tego, że choroba może być uleczalna. Po przeszczepie i 3-miesięcznym leczeniu tylko 4 dni spędziła w domu. Wysoka temperatura i ból głowy utrzymywały się kilka miesięcy, aż znaleziono przyczynę i zaczęto sobie z nią radzić. A wtedy z uwagi na kompletny brak odporności powrót do jako-tako normalnego życia był niezwykle trudny. Wskutek silnych leków zaczęła tracić słuch.

CHOROBA I WIARA

Mama Justyny nazywa ten stan wycofaniem. Wiedziała, że Bóg jest gdzieś blisko, ale bała się przełamać. Może chodziło o to, by – opierając się na Nim, nie przestać wierzyć w skuteczność medycyny?... Spotkała księdza – kapelana szpitalnego, który przychodził, chociaż nie chciała podejmować tematu wiary. Pomagał, niczego nie próbując zmieniać. Był. Dzięki niemu mama miała gdzie nocować opiekując się córką. Mama… Cierpliwa i dobra, ufała, że dzień prawdziwego pojednania nastąpi. Ten moment przyszedł dużo później, dopiero po rozmowie z proboszczem. Ale nie stało się to od razu, gdy wróciła do domu z kolejnego pobytu w szpitalu. Przez dłuższy czas nikt z zewnątrz nie mógł wchodzić do domu Justyny w obawie, by nie pogorszył się jej stan. Ale nadszedł taki dzień; ks. Zdzisław przyszedł z Panem Jezu-sem. Była spowiedź, Komunia i bardzo długa rozmowa…

POWRÓT

Mały blok, akwarelki, dwa pędzelki i malutki pojemniczek na wodę i zapatrzenie się w niebo – więcej nie trzeba… Potem w domu między lekami, słabością, snem i posiłkami – malowała. Im więcej było sił, tym więcej malowania. Stopniowo proporcje zaczęły się odwracać...

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

DialogSercaMiłości:
Lenistwo i zaniedbanie to nasze ciągłe problemy, wraz z nadmiernym interesowaniem się wiadomościami ze świata, a szczególnie sensacjami. Nie zaniedbujmy naszych bliskich i otaczającej - bezpośrednio -rzeczywistości. Dbajmy o swoją pracę, powierzone zadania, ludzi, którą mamy wykonywać najlepiej, a nie interesujmy się pracą innych.

Sposób na czyściec
[Z s. Marie-Blandine Direz rozmawia Joanna Szubstarska]

Patronat

Nasze serwisy