Archiwum | O nas |
Obejrzyj – zanim weźmiesz
„Nudne filmiki o narkotykach” wcale nudne nie są, obrazowo pokazują, co może stać się z tym, kto z pozoru niewinnie zaczyna zabawę z używkami »
Nowy numer

Katarzyna Jaskólska

Pogaduchy ze Staszkiem :)

Przyjaźń z kimś, kto jest jednocześnie i doskonały, i święty? To chyba za dużo, nie przesadzajmy. Oglądam już Perfekcyjną Panią Domu – wystarczy... A może św. Stanisław nie będzie robił testu białej rękawiczki? Zaprasza mnie przecież tylko na pogaduchy.

- Nie zrozum mnie źle, ale to trochę dziwne – rozmawiać ze świętym.

– Dlaczego? Ludzie się modlą, proszą o wstawiennictwo...

– A nie masz wrażenia, że to czasem przypomina zwracanie się do instytucji? Boję się, bo jutro egzamin, to poproszę o pomoc św. Józefa z Kupertynu, a z bolącym zębem pójdę do św. Medarda z Noyon.

– No, jeśli rozmawiasz z nimi tylko przy konkretnej okazji, to potem się nie dziw, że przypomina to okienko w urzędzie. Ze świętymi można pogadać normalnie, można się nawet z nimi przyjaźnić. Kiedy prosisz o pomoc przyjaciela, nie wygląda to już tak biurokratycznie – prawda?

– Nie wygląda. Ale przyjaźń ze świętymi…? Ciebie przedstawiają jako chodzący ideał. Jeśli zestawić ze sobą nasze życiorysy, wypadam tak sobie.

– Cóż, nie ja pisałem swoją biografię :) Ktoś wybrał te lepsze momenty. Patrząc z boku, większość mojego życia może wydawać się nudna.

– Tu się nie zgodzę. Zaliczyłeś nawet ucieczkę z domu. A wychowano cię przecież w wielkim szacunku dla rodziców – to potwierdził Twój brat. Jak już się zbuntowałeś, to na całego.

– Chciałem wstąpić do jezuitów. Dwa lata o to walczyłem, ale oni nie przyjmowali bez zgody rodziców. Głos Boga był jednak tak silny, że ucieczka stała się jedynym rozwiązaniem. Poza tym sama Matka Boża poleciła mi, żebym wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, to co miałem zrobić?

– Sama Matka Boża?

– Kiedy miałem 15 lat, zachorowałem tak ciężko, że właściwie wiedziałem już, że umieram. Chciałem przyjąć Komunię świętą, a tu właściciel domu (mieszkałem wtedy w Wiedniu) oświadczył, że katolickiego księdza nie wpuści za próg. Rozmawiałem wtedy ze św. Barbarą – widzisz, że ze świętymi można się przyjaźnić? – i ona razem z dwoma aniołami po prostu do mnie przyszła, z Wiatykiem. Kolejną wizytę złożyła mi Matka Boża z Dzieciątkiem. Wtedy zostałem uzdrowiony i usłyszałem, że mam zostać jezuitą. To tyle.

– Więc takie nudne to Twoje życie wcale nie było;) A za to jakie ułożone. Podobno w Wiedniu znałeś tylko trzy drogi – do szkoły, do kościoła i do domu.

– Ale to nie z powodu dyscypliny. Po prostu moja miłość do Boga wciąż rosła, więc to oczywiste, że szukałem każdej okazji, by z Nim pobyć. Zajęć było dużo, dlatego zostawała głównie noc.

– I nadal myślisz, że łatwo przyjaźnić się z takim uosobieniem cnót? Czy coś w ogóle ci w życiu nie wyszło?

– Pewnie. Na przykład tańczyłem średnio. Zapisałem się na lekcje, bo koledzy i wychowawcy uważali mnie za dziwadło i przeszkadzali mi w religijnych praktykach. Zrobiłem to dla świętego spokoju, ale jakoś mnie to nie kręciło. Albo szkoła w Wiedniu – poziom był dla mnie początkowo zbyt wysoki, zostały nawet moje zeszyty pełne błędów i poprawek. A kiedy uciekłem z domu i trafiłem do jezuickiego kolegium w Dylindze, kazali mi sprzątać pokoje i pomagać w kuchni. Wierz mi, że nie byłem z tego powodu przesadnie szczęśliwy.

– A twoje słynne: „Do wyższych rzeczy jestem stworzony”?

– Wyrwane z kontekstu brzmi, jakbym się miał za nie wiadomo kogo. A chodziło tylko o miłość do Boga i pójście Jego drogą. Tyle może każdy.

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Najnowsze komentarze

Cordemeo:
Kiedy można spodziewać się wyników? ;)

Konkurs Fotograficzny „Niedzieli” - DEKALOG
[]

Patronat

Nasze serwisy