Archiwum | O nas |
„Byłem w piekle. Nie polecam”
Nic tak nie pociąga do zmian i nie daje nadziei na te zmiany jak świadectwa życia innych. Maciej Sikorski to człowiek, który wiele lat błądził i szukał szczęścia i prawdy. Swoją burzliwą historię, przyczyny zagubienia, szukania po omacku szczęścia opisał w książce „Byłem w... »
Nowy numer

Czy pamiętasz pierwszy zachwyt swoim powołaniem?

Jeśli czuję się pociągany przez Jezusa, jeśli Jego głos rozgrzewa moje serce, dzieje się to dzięki łasce Boga Ojca, który zasiał w moim wnętrzu pragnienie miłości; pragnienie prawdy, życia i piękna. A Jezus jest tym wszystkim w całej pełni. To pozwala nam zrozumieć misterium powołania, zwłaszcza powołania do szczególnej konsekracji.
Papież Franciszek

Magdalena Niebudek

Wybrał dziewczynę w glanach

Pierwszy zachwyt powołaniem jest niczym ewangeliczne ziarenko gorczycy, które gdy urośnie, staje się potężnym drzewem. Serce nie jest w stanie pomieścić radości i wdzięczności, że Pan Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu wybrał mnie dla Siebie, a moim domem uczynił Karmel. To jest niesamowite – wybrał mnie. Mnie. Dziewczynę z czerwoną czupryną na głowie, w glanach na nogach, z nie zawsze „pobożną przeszłością”. Doskonale to pamiętam! Kiedyś na jednym ze spotkań z zakonnicami klauzurowymi św. Jan Paweł II porównał Karmel do rakiety. I gdy się okazało, że i mnie zaprosił na „swój pokład”, gdzie przez modlitwę i ukryte życie będę mogła objąć cały świat, będę mogła nieść Mu ludzi, którzy nierzadko sami przyjść nie chcą, nie było rzeczy, która mogłaby mnie powstrzymać. Ani łzy siostry i mamy, ani przygnębienie taty czy przekonanie bliskich, że marnuję sobie życie. Dziś, po 12 latach, mój zachwyt nie jest tym pierwszym. W sercu się wciąż rozrasta, staje się pieśnią uwielbienia i wdzięczności za to cudowne wybranie, za dar powołania do Karmelu:)

S. Aneta Maria od Jezusa Miłosiernego
Karmelitanka z Częstochowy

Zacząłem budować dom

W klasie maturalnej miałem jasno określone plany życiowe, które nie zakładały tego, co się później wydarzyło. Przez cały okres szkolny intensywnie uprawiałem sport. Do dziś mam m.in. srebrny medal za wicemistrzostwo Polski w siatkówce, liczne dyplomy również z międzynarodowego turnieju judo. Planowałem studia i już na pierwszym roku miałem rozpocząć zgodnie budowę własnego domu. Wszystko było poukładane – tak mi się wydawało. Zanim dojrzałem do zachwytu, najpierw Pan Bóg burzył mi mój poukładany świat poprzez wewnętrzny spór wokół celu i sensu życia człowieka. Uświadomienie sobie prawdy o życiu wiecznym miażdżyło sens wszystkiego, co planowałem. Seminarium przyciągało jak magnes. „Trzy razy dziennie” zmieniałem decyzję, co będę robić. Był to czas silnego napięcia. Kiedy wstąpiłem do WSD, poczułem się jak człowiek wrzucony w nieznany świat (nigdy nie należałem do żadnej wspólnoty). Wtedy doświadczyłem radości i zachwytu z odkrycia pięknego Boga, który naprawdę jest i zmienił moje życie.

Ks. Zbigniew Kucharski
Asystent Generalny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży

Światła mojego powołania

Bóg daje wiele świateł, żeby nam oświetlić drogę, ale niektóre świecą szczególnie. W czasie studiów myślałem, że w życiu wystarczy być dobrym, nikogo nie okraść, nie okłamać, nie zrobić krzywdy. Wiara wydawała mi się czymś osobistym, jakąś prywatną cząstką poglądu na świat. W każdym razie nie wydawała mi się najważniejsza. W imię tego pragnienia dobra związałem się z grupą osób niepełnosprawnych. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem ludzi na wózkach inwalidzkich, ciężko sparaliżowanych i zdanych całkowicie na pomoc innych. To była świetna okazja do czynienia dobra. Starałem się te osoby odwiedzać, jeździć z nimi na obozy i wycieczki. Od początku zadziwiało mnie to, że mimo swojego kalectwa wielu z nich miało w sobie więcej radości niż ja, zdrowy człowiek. Usłyszałem kiedyś od młodego chłopaka z porażeniem mózgowym: „Andrzej, ja wierzę w Boga i to mnie trzyma. Nawet jak mnie Pan Bóg nie uzdrowi, to na pewno da mi siłę do dźwigania życia na ziemi, a kiedyś da mi niebo!”. To było dla mnie jak odkrycie Ameryki. Zrozumiałem, że to ważne być dobrym, ale żadne dobro nie da ludziom tyle siły ile może dać wiara. Zacząłem się zastanawiać, jaką drogą iść, żeby ludziom pomagać wierzyć. I wtedy przyszło światło, że chyba najpełniej będę mógł ludziom dawać Boga, służąc im jako kapłan. Zachwyciła mnie ta myśl i tak rozjaśniła moje wnętrze, że wszystkie inne drogi straciły dla mnie blask.

Ks. Andrzej Przybylski
Rektor częstochowskiego WSD
www.xandrzej.blog.emaus.pl

Z każdym dniem był bliższy

Moje życie przed wstąpieniem do klasztoru było bardzo udane. Jednak cały czas czułam jakiś brak. Rozpoczęłam studia. Zamieszkałam w bursie prowadzonej przez siostry. Będąc blisko Kościoła, miałam okazję do częstszych odwiedzin Jezusa Eucharystycznego. Pozostało mi w pamięci moje pierwsze spotkanie z Nim. Wewnętrznie usłyszałam głos, że tu właśnie jest mój dom. Wtedy też zrozumiałam, że Jezus zaprasza mnie, bym została Jego Oblubienicą. Z każdym dniem Jezus stawał mi się coraz bliższy. Wszystko, co dotąd mnie interesowało, przestawało się liczyć. Najważniejszy był Jezus i Jego skierowane do mnie zaproszenie. Mieszkając w przyklasztornej bursie, czułam, że z jednej strony jestem bardzo blisko tego, czego przez całe życie szukałam, a z drugiej strony bardzo daleko. Rzeczywiście tak było. Byłam blisko klasztoru, ale jeszcze nie jako siostra. Patrząc z perspektywy tych wszystkich lat, jakie już przeżyłam w klasztorze, mogę zapewnić, że naprawdę warto Jezusowi poświęcić swoje życie.

S. Teresa Wiśniewska
Bernardynka z Wielunia

Jesteś szczęśliwa?

To było kilka tygodni po tym, kiedy Jezus mnie powołał. Pewnego wieczoru wzięłam do ręki książkę o Matce Teresie z Kalkuty. Zaczęłam czytać i nie mogłam przestać. Po skończonej lekturze wróciłam do słów, które usłyszała Matka Teresa, kiedy rozeznawała powołanie. Było to pytanie, które zadał jej pewien kapłan: „Czy jesteś szczęśliwa na myśl o tym, że Pan Bóg cię powołuje?”. Tamtego wieczoru to pytanie brzmiało w mojej głowie. To niesamowite, że przeczytałam całą książkę po to, by zatrzymać się nad jednym zdaniem. I znalazłam odpowiedź w moim sercu – „Jestem szczęśliwa”. W tym momencie czułam się szczęśliwa, wybrana i powołana, a moje serce wypełniała wdzięczność Bogu za to, że powołuje mnie do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów.

S. Anna Faustyna Nowakowska
Siostra od Aniołów, Warszawa

Napisz komentarz

Pola z * muszą być wypełnione. Email pozostanie ukryty

Chcę otrzymać mailem nowe komentarze do tego artykułu

Najnowsze komentarze

Światowe Dni Młodzieży 2016

Najnowsze komentarze

DialogSercaMiłości:
Lenistwo i zaniedbanie to nasze ciągłe problemy, wraz z nadmiernym interesowaniem się wiadomościami ze świata, a szczególnie sensacjami. Nie zaniedbujmy naszych bliskich i otaczającej - bezpośrednio -rzeczywistości. Dbajmy o swoją pracę, powierzone zadania, ludzi, którą mamy wykonywać najlepiej, a nie interesujmy się pracą innych.

Sposób na czyściec
[Z s. Marie-Blandine Direz rozmawia Joanna Szubstarska]

Powołania Oblaci

Chrystus w mieście

Patronat

Nasze serwisy